Z cyklu "Na dobry początek weekendu": Statystyczny coming out

Opublikowane: gru 01 , 2016
Autor: Justyna Grabkowska

…mam na imię Felek. I to jest mój coming out…

OK, mimo, że jest to nieprawdopodobne urodziłem się 5,5 roku temu i jestem geniuszem. Jestem więc „inny”. Moi rówieśnicy nie są w stanie pisać o sobie, analizować świata wyciągając depresyjne wnioski. A ja potrafię!... ale nie jest mi z tym za dobrze. No bo i po co takie wyprzedzanie natury? Bardzo mnie ten stan rzeczy męczył, z kolegami z przedszkola przecież nie pogadam… Postanowiłem więc nauczyć się pisać; tablet jest dużo poręczniejszy niż długopis. Oto jestem. Przelewam swoje frustracje na ekran mając nadzieję, że mając przed sobą, statystycznie więcej lat niż ktokolwiek, kto jest w stanie to przeczytać, dam sobie radę wygrać z wszechogarniającą niemocą, jeszcze przed okresem dojrzewania. Statystycznym, oczywiście.

No dobra. Więc – o co mi chodzi. Urodziłem się całkiem niedawno. 2011 – rok wyborczy, parlament nie przeżył jednak szoku. I w roku śmierci najpiękniejszej kobiety świata- Elizabeth Taylor. Dali mi na imię Felicjan. Ci, co dali to moi rodzice: Ksenia i Gustaw. Moja rodzicielka pracuje w korpo. Tak mówią na tę firmę, która przerzuca w handlu jakąś nieprawdopodobną ilość leków na wszystko. Tata, męczy się chyba latając między kancelarią a sądami. Jest adwokatem; niedawno dowiedziałem się, że z tej serii jest jeszcze teczka i alkohol. Żeby przybliżyć Wam moje męki wspomnę tylko o jeszcze jednej, a raczej dwóch kwestiach: Ksawery i Róża – tzw. rodzeństwo... Wiem, a raczej mam nadzieję, że już teraz łączycie się ze mną w bólu. Podskórnie przecież czujecie, że moja rodzina nie jest do końca zrównoważona. Któż bowiem, statystycznie, daje ludziom [bliskim, w końcu] tak powykręcane imiona? Jesteśmy jak cyrkowa trupa. Szkoda, że Mama nie ma 3 metrów wzrostu, Tata trzech nóg, a moje tzw. rodzeństwo trzech głów, nie musielibyśmy wymyślać sobie scenicznych pseudonimów. Patrzę więc na to wszystko co dookoła oczami prawie 6-latka [postanowiłem dodać sobie kilka miesięcy z mojego życia płodowego] i zastanawiam się nad tegoż sensem. Codziennie. Będę więc wyklikiwał w eter różne moje frustracje i inne zainteresowania te bliższe i dalsze również.

Rodziny się nie wybiera, usłyszałem to ostatnio od koleżanki Mamy, która wpadła na chwilę żaląc się na swoją teściową. Podobno jej własny mąż [ten, jak się dowiedziałem- rodziną nie jest- więc podlega procesowi wyboru] oskarżył ją o bycie niemiłą dla Jego osobistej matki. Wytknął jej, że była nieostrożna podczas niedzielnego obiadu, kiedy zamiast pochwalić klopsiki w sosie koperkowym powiedziała, że nie jada zawiesistych sosów?! No i klops- teściowa Irenka się obraziła. Odkąd usłyszałem to wyznanie zacząłem bardzo intensywnie zastanawiać się  nad sosem, który może stać się zarzewiem konfliktu oraz jak przekazać teściowej, delikatnie - jakby się wyjmowało suflet z pieca – informację o braku akceptacji zawiesin. Udało mi się znaleźć kilka książek i artykułów w necie na temat radzenia sobie z wolnym elektronem w postaci teścia czy teściowej. Szybko je pochłonąłem, jak ten delikatny suflecik, i uznałem, że najlepszą radę, jaką dałbym Cioci Ani [jakaż to ulga, że do naszej menażerii wstępują czasami ludzie o normalnych imionach] jest to, żeby nauczyła się zarządzać oczekiwaniami. Wow, pewnie Was teraz wyprostowało z wrażenia. No, myślę! O co tu chodzi? Otóż, prawie każdy człowiek, jeśli jest zaskakiwany reaguje agresją. A co powiedzieć o kimś z wyraźnym poczuciem nieufności ? Tu nie będzie wyjątku….Niespodzianki nie będą mile widziane [nie mówię o imprezach urodzinowych, gdzie zza węgła wyskakuje zgraja śpiewając „sto lat”, czy prezent w postaci największego zestawu klocków z serii technicznej]. Mówię o  komunikowaniu drugiej stronie na spotkaniu, że po 8 latach musimy wydłużyć termin płatności, a jeśli nie, to zrywamy współpracę, o oznajmianiu nad misą z klopsikami, że ma się alergię na gluten, czy informowaniu o chęci zmiany pracy w dzień rozpoczęcia projektu, którego ma się być liderem. Dlatego właśnie- zarządzanie oczekiwaniami. Jeśli chcemy uzyskać akcept, zrozumienie i chęć pomocy oraz zmiany od drugiej strony, musimy podejść do tematu z wyprzedzeniem, zaplanować formę i treść komunikatu. Oraz moment jego przekazania. Dzięki temu złagodzimy efekt niemiłego zaskoczenia, oraz atawistyczną chęć reakcji negatywnej, która prawie zawsze włącza się w sytuacji zaskoczenia. Pozwólmy drugiej stronie pomóc nam samym- pomyślmy o jej twarzy, że musi ją zachować, kiedy dowie się tego, co chcemy jej przekazać. Dlatego - wstępując w związek małżeński ze swoją teściową, pochylmy się nad perspektywą proszonych obiadków i spiszmy konstytucję żywieniową. Unikniemy złości czy rozczarowania drugiej strony, która pewnie bardzo się starała podając ten obiad...

Czyli? Oczywiście, dziecinnie proste!

 

Justyna Grabkowska, Negocjator, Scotwork Polska


SHARE

Ostatni wpis na blogu:

Kremowy kryzys

Często słyszymy o różnych kryzysach wizerunkowych, wywołanych niefortunnymi zdarzeniami. Toyota,  Facebook, VW, Nike i Tiger Woods, przykłady można mnożyć.   Ostatnio, z dużym zainteresowaniem, obserwowaliśmy sposób rozwiązania kryzysu, jaki dotknął Green Caffe Nero. Zatrucia salmonellą w kawiarniach w całej Polsce, szum medialny wokół tego wydarzenia, ostrzeżenia ze strony państwowych organów kontrolnych, typu Sanepid w mediach, gwałtownie zwiększyło ryzyko dużych strat tego przedsiębiorstwa.

Ostatni Tweet:

Scotwork Polska
ul. Syta 78
Warszawa
02-993
Polska
+48 22 313 17 85
info.pl@scotwork.com
Bądź z nami