Negocjacje: sprzedać i wciąż mieć

Opublikowane: cze 02 , 2014
Autor: John McMillan

Jak się okazuje, najszczęśliwszy moment w życiu żeglarza to nie tylko dzień, w którym kupuje się swoją własną żaglówkę, ale również ten, kiedy tę żaglówkę, chociaż się sprzedaje, dalej można użytkować. Zaraz wyjaśnię o co chodzi.

Podobno istnieją dwa typy żeglarzy: tacy, którzy lubią majsterkować przy swoich łodziach oraz tacy, którzy lubią wyłącznie żeglować. Zdecydowanie podpisuję się pod miłośnikami żeglugi. Majsterkowanie jakoś nigdy mnie nie kręciło.

12 lat temu kupiłem swoją pierwszą, własną żaglówkę: 7-metrowy jacht. Niedawno, choć niechętnie, wystawiłem go na sprzedaż. Dlaczego niechętnie? No cóż, to kawałek historii, którą wspólnie tworzyliśmy. Poza tym, po ludzku kocham swoją łajbę i gdyby nie fakt, że przeprowadziliśmy się do nowego domu, oddalonego od przystani o wiele kilometrów, nigdy nie podjąłbym tak drastycznych kroków.

Zrobiłem rozeznanie na rynku jachtów i wyceniłem (uczciwie) swoją żaglówkę. Nawet zawiesiłem banner „On sale” na bomie i w kapitanacie portu, w którym moja łódka stacjonuje. W ciągu niecałych 24 godzin dostałem telefon w sprawie ogłoszenia. Zainteresowany, nazwijmy go Larry, w kilku krótkich zdaniach wyraził chęć kupna mojego pływającego skarbu, po czym przeszedł do targowania się o cenę.

Różnica pomiędzy mną a Larrym (poza wzrostem, o czym wówczas nie wiedziałem i nie ma to najmniejszego znaczenia) jest taka, że ja jestem trenerem, na co dzień prowadzącym profesjonalne szkolenia z negocjacji a on nie. Wiedziałem też o wiele więcej o tej żaglówce niż on.

Moja oferta

Kiedy więc już udało mi się dojść do głosu, przytoczyłem Larremu ceny żaglówek podobnych do mojej, wystawionych na sprzedaż w sąsiednim porcie w English Lake District oddalonym o 200 km.

Co jednak istotniejsze, powiedziałem mu, że sprzedaję łódź bez miejsca w porcie, które teraz zajmuje, gdyż nie należy ono do mnie. Port należy do Wspólnoty złożonej z 65 Członków. Tak się składa, że jestem jednym z nich. Aby dostać się do Wspólnoty, a tym samym uzyskać prawo korzystania z portu i przechowywania w niej swojej łodzi, trzeba zapisać się na długą listę oczekujących. Szacuję, że okres oczekiwania na bycie przyjętym do grona Wybrańców to jakieś 15 do 20 lat. Czy nadmieniałem już, że jest to jedyny port w promieniu 60 km?!

Złożyłem więc Larremu propozycję. Zaproponowałem, aby ten kupił ode mnie udział w mojej łodzi w cenie 1 GBP (5,16 PLN). W ramach zawieranej umowy Larry nie tylko musiałby pokrywać wszystkie koszty utrzymania „już nie mojej a jego” łodzi, ale również musiałby pozwalać mi korzystać z „jego” łodzi kiedy tylko ja miałbym na to ochotę. W zamian ja wciąż pozostałbym członkiem wspólnoty z prawem do cumowania jachtu w porcie, dzięki czemu Larry miałby „swój” jacht blisko domu.

Lekcja dla Negocjatora

Larry przystał na moją propozycję i jeszcze tego samego dnia podpisaliśmy umowę. Larry jest zadowolony, gdyż otrzymał prawo do użytkowania łodzi za rozsądną cenę – nie zapominając o miejscu w porcie. Ja również jestem zadowolony, gdyż nie muszę już zajmować się majsterkowaniem, za to mogę skupić się na swojej pasji - żeglowaniu!

Lekcja dla Negocjatora: przed przystąpieniem do negocjacji - odrób pracę domową, składaj realne propozycje, wyceniaj swoje ustępstwa w kategoriach wartości drugiej strony. Trening czyni mistrza.


Prześlij

blogAuthor

O Autorze:

John McMillan
No bio is currently avaliable

Ostatni wpis na blogu:

H&R’owe zmory i błogosławieństwa różnorodności

Z tego artykułu dowiesz się: • Czy koncepcja różnorodności nie stanowi po prostu kolejnej korporacyjnej mody? • Jakie są główne ryzyka różnorodności – 6 zakresów? • W jaki sposób H&R musi odnajdywać się w labiryncie różnorodności dla dobra organizacji?

Ostatni Tweet:

Scotwork Polska
ul. Syta 78
Warszawa
02-993
Polska
+48 22 313 17 85
info.pl@scotwork.com
Bądź z nami