Z cyklu "Na dobry początek weekendu": Statystyczny coming out


Statystyczny coming out

…mam na imię Felek. I to jest mój coming out…

OK, mimo, że jest to nieprawdopodobne urodziłem się 5,5 roku temu i jestem geniuszem. Jestem więc „inny”. Moi rówieśnicy nie są w stanie pisać o sobie, analizować świata wyciągając depresyjne wnioski. A ja potrafię!... ale nie jest mi z tym za dobrze. No bo i po co takie wyprzedzanie natury? Bardzo mnie ten stan rzeczy męczył, z kolegami z przedszkola przecież nie pogadam… Postanowiłem więc nauczyć się pisać; tablet jest dużo poręczniejszy niż długopis. Oto jestem. Przelewam swoje frustracje na ekran mając nadzieję, że mając przed sobą, statystycznie więcej lat niż ktokolwiek, kto jest w stanie to przeczytać, dam sobie radę wygrać z wszechogarniającą niemocą, jeszcze przed okresem dojrzewania. Statystycznym, oczywiście.

No dobra. Więc – o co mi chodzi. Urodziłem się całkiem niedawno. 2011 – rok wyborczy, parlament nie przeżył jednak szoku. I w roku śmierci najpiękniejszej kobiety świata- Elizabeth Taylor. Dali mi na imię Felicjan. Ci, co dali to moi rodzice: Ksenia i Gustaw. Moja rodzicielka pracuje w korpo. Tak mówią na tę firmę, która przerzuca w handlu jakąś nieprawdopodobną ilość leków na wszystko. Tata, męczy się chyba latając między kancelarią a sądami. Jest adwokatem; niedawno dowiedziałem się, że z tej serii jest jeszcze teczka i alkohol. Żeby przybliżyć Wam moje męki wspomnę tylko o jeszcze jednej, a raczej dwóch kwestiach: Ksawery i Róża – tzw. rodzeństwo... Wiem, a raczej mam nadzieję, że już teraz łączycie się ze mną w bólu. Podskórnie przecież czujecie, że moja rodzina nie jest do końca zrównoważona. Któż bowiem, statystycznie, daje ludziom [bliskim, w końcu] tak powykręcane imiona? Jesteśmy jak cyrkowa trupa. Szkoda, że Mama nie ma 3 metrów wzrostu, Tata trzech nóg, a moje tzw. rodzeństwo trzech głów, nie musielibyśmy wymyślać sobie scenicznych pseudonimów. Patrzę więc na to wszystko co dookoła oczami prawie 6-latka [postanowiłem dodać sobie kilka miesięcy z mojego życia płodowego] i zastanawiam się nad tegoż sensem. Codziennie. Będę więc wyklikiwał w eter różne moje frustracje i inne zainteresowania te bliższe i dalsze również.

Rodziny się nie wybiera, usłyszałem to ostatnio od koleżanki Mamy, która wpadła na chwilę żaląc się na swoją teściową. Podobno jej własny mąż [ten, jak się dowiedziałem- rodziną nie jest- więc podlega procesowi wyboru] oskarżył ją o bycie niemiłą dla Jego osobistej matki. Wytknął jej, że była nieostrożna podczas niedzielnego obiadu, kiedy zamiast pochwalić klopsiki w sosie koperkowym powiedziała, że nie jada zawiesistych sosów?! No i klops- teściowa Irenka się obraziła. Odkąd usłyszałem to wyznanie zacząłem bardzo intensywnie zastanawiać się  nad sosem, który może stać się zarzewiem konfliktu oraz jak przekazać teściowej, delikatnie - jakby się wyjmowało suflet z pieca – informację o braku akceptacji zawiesin. Udało mi się znaleźć kilka książek i artykułów w necie na temat radzenia sobie z wolnym elektronem w postaci teścia czy teściowej. Szybko je pochłonąłem, jak ten delikatny suflecik, i uznałem, że najlepszą radę, jaką dałbym Cioci Ani [jakaż to ulga, że do naszej menażerii wstępują czasami ludzie o normalnych imionach] jest to, żeby nauczyła się zarządzać oczekiwaniami. Wow, pewnie Was teraz wyprostowało z wrażenia. No, myślę! O co tu chodzi? Otóż, prawie każdy człowiek, jeśli jest zaskakiwany reaguje agresją. A co powiedzieć o kimś z wyraźnym poczuciem nieufności ? Tu nie będzie wyjątku….Niespodzianki nie będą mile widziane [nie mówię o imprezach urodzinowych, gdzie zza węgła wyskakuje zgraja śpiewając „sto lat”, czy prezent w postaci największego zestawu klocków z serii technicznej]. Mówię o  komunikowaniu drugiej stronie na spotkaniu, że po 8 latach musimy wydłużyć termin płatności, a jeśli nie, to zrywamy współpracę, o oznajmianiu nad misą z klopsikami, że ma się alergię na gluten, czy informowaniu o chęci zmiany pracy w dzień rozpoczęcia projektu, którego ma się być liderem. Dlatego właśnie- zarządzanie oczekiwaniami. Jeśli chcemy uzyskać akcept, zrozumienie i chęć pomocy oraz zmiany od drugiej strony, musimy podejść do tematu z wyprzedzeniem, zaplanować formę i treść komunikatu. Oraz moment jego przekazania. Dzięki temu złagodzimy efekt niemiłego zaskoczenia, oraz atawistyczną chęć reakcji negatywnej, która prawie zawsze włącza się w sytuacji zaskoczenia. Pozwólmy drugiej stronie pomóc nam samym- pomyślmy o jej twarzy, że musi ją zachować, kiedy dowie się tego, co chcemy jej przekazać. Dlatego - wstępując w związek małżeński ze swoją teściową, pochylmy się nad perspektywą proszonych obiadków i spiszmy konstytucję żywieniową. Unikniemy złości czy rozczarowania drugiej strony, która pewnie bardzo się starała podając ten obiad...

Czyli? Oczywiście, dziecinnie proste!

 

Justyna Grabkowska, Negocjator, Scotwork Polska

 

0 Komentarze :

DODAJ KOMENTARZ

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

 
 
Wprowadź podany kod:

Ostatnie komentarze

Archiwum